niedziela, 2 grudnia 2018

Legumina na zimno pani Boguskiej z ksiązki kucharskiej Józefy


Upór w działaniach, zarówno tych genealogicznych, jak i kulinarnych, opłaca się. Najpierw zatem o działaniach kulinarnych.
Uzupełniwszy zapasy kuchenne, postanowiłam powtórnie przygotować „Leguminę na zimno Pani Boguskiej” z książki Józefy Kruszyńskiej. Jeszcze raz wczytałam się w przepis:
"Sok z jednej cytryny i 2 f i 1/2 cukru dodać sok z 2 pomarańczy, 8 żółtków dodając po jednym wymieszać. Na noc w zimnej wodzie 8 kawałków żelatyny białej rozpuścić w odrobinie gorącej wody, ostudzić dodać do niej powoli pianę z 8 białek i wlać powoli ciągle mieszając te żółtka. Mieć gotową formę wysmarowaną oliwą i starannie papierem wytartą,wlać do niej leguminę, postawić formę w zimnej wodzie, wynieść na noc do lochu, nakryć lekko. Nazajutrz ubić śmietankę z cukrem i wanilią. Przynieść formę z piwnicy. Obłożyć ją ściereczką umaczaną w kipiałku, wyrzucić leguminę na półmisek i oblać śmietanką."
i stwierdziłam, że z proporcji podanych w przepisie wyjdzie mi tej leguminy za dużo. Postanowiłam więc zmniejszyć o połowę ilość każdego użytego składnika oprócz cytryny, tej dodałam zgodnie z przepisem. Nie miałam także żelatyny w płatkach tylko w proszku. Żółtka sok, cukier (dałam brązowy, bo innego akurat nie miałam) utarłam na gładko. Pianę ubiłam, dodając troszkę cukru pudru. Żelatynę, 1,5 łyżeczki, rozpuściłam w ½ szklanki gorącej wody i jak przestygła wlałam do połączonych żółtek i piany. 

                         


Delikatnie wymieszałam i rozlałam do szklaneczek. Co prawda p. Boguska zaleca wlać wszystko do jednej miski, ale doszłam do wniosku, że tak będzie poręczniej. Wyszło mi 5 porcji. Nie wyniosłam tego do piwnicy, bo jej nie mam, ale w końcu mamy XXI w. i są lodówki. Dzięki temu wynalazkowi nie musiałam czekać do następnego dnia, aby zjeść deser. Był gotowy po 1 godzinie stania w lodówce.
  Wyglądał tak:

Rodzina stwierdziła, że pyszny. Moim zdaniem legumina wyszła troszkę za słodka, ale ponoć właśnie taka powinna być. Następnym razem dam jednak mniej cukru.
A teraz odnośnie działań genealogicznych. Dzięki współpracy z innymi genealogami, dało się przybliżyć nieco faktów życia Józefy Kruszyńskiej. Wiem już, gdzie się urodziła, kim byli jej rodzice, ale o tym będzie można przeczytać już wkrótce na moim blogu: http://potyczkizgenealogia.blogspot.com/




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz